„W cieniu kolosa” – relacja Marcina Ludwina z wystawy „Opowieść o cieniu” (fragment)

Zdjęcia kosmosu zawsze robiły na mnie duże wrażenie. Te wszystkie abstrakcyjne formy i niesamowicie dobrane barwy – róże, granaty, fiolety oraz spajająca to wszystko kosmiczna czerń. Pustka – ta niebotyczna, nieprzenikniona przestrzeń nad naszymi głowami – idealne środowisko, tło dla nieprzespanych nocy. Przede wszystkim, miejsce mitycznego początku.

Atakowani wielkomiejskim hukiem, odpierając zalewające nas fale uniwersalnych tożsamości, często zapominamy o nieskończoności drzemiącej w Innym; bądź nie chcemy pamiętać, kiedy trauma po ostatnim spotkaniu wciąż drzemie zaraz pod skórą. Anna Bujak nie pozwala nam przestać myśleć. Prezentuje ona, pod czujnym, kuratorskim okiem Kamy Wróbel, wystawę Opowieść o cieniu w CK Agora.

W przestrzeni ekspozycyjnej zostały poruszone, modne ostatnimi laty, wątki posthumanistyczne. Cały zamysł artystyczny wypływa z sylwetki zwierzęcia; dokładniej, bezgłowej sarny. Anna Bujak pokazuje puste korpusy stworzone z płytek zespawanej stali, korodujące pod wpływem artystycznego gestu. Uwypuklenie łączeń pomiędzy poszczególnymi płytkami, nasuwa skojarzenia ze smutnym tworem Frankensteina. Jeden z cyklów, Archeologia form (2011), za pomocą tytułu wprost odwołuje się do poszukiwań pierwotnego początku. Mogą nas one zaprowadzić do źródeł mitycznego Innego.

Zaskakuje złożoność fizjonomii rzeźb, będąca odbiciem ludzkich cech wtłoczonych w zwierzęta przez samego człowieka. Wydaję się, że to właśnie on poodcinał im łby. Jednak formy Anny Bujak ewoluują, próbując prowadzić swoją egzystencję w cieniu humanoidalnego kolosa. W grupie Tristan i Izolda (2012-2013) została przedstawiona para saren ze skorodowanymi piersiami. Dzięki tym otworom, możemy zobaczyć okrągłe, aluminiowe masy, z których wydostają się na zewnątrz, przez szyje, gałęziowate twory. Głowa/łeb, jako ośrodek racjonalnej myśli, po usunięciu, otworzyła ujście dla wcześniej krępowanych emocji.

Marcin Ludwin

Całość:  Kultura NatychMIASTOWA